|
SEN TRENERA KADRY
Zaproponowano mi dzisiaj we snie abym zostal trenerem polskiej
reprezentacji piłkarskiej. Propozycja nie była dla mnie
zaskoczeniem, bo niestety ale od wielu lat jakos ci polscy
trenerzy nie potrafili zestawic zgranego zespolu ze wspanialych
zawodnikow z roznych klubow pilkarskich z Polski i zza granicy,
a ja przeciez mam znane orginalne nazwisko, jestem cudzoziemcem,
mam swietne pomysly oraz znakomity dar przekonywania niezbedny
przeciez do odnoszenia sukcesow a i wyniki nienajgorsze tu
i
tam mowia za siebie.
Moze bym
sie i nie zgodzil na te propozycje, bo z tymi Polakami zawsze
moze byc w poprzek, szczegolnie ze moj angielski ktorego bede
uzywal przy pracy nieco sie rozni od polskiego i moga nie
dotrzec do zawodnikow moje znakomite idee, ale przekonala mnie
suma oferowana za trud i odpowiedzialnosc jakie poniose przy
moim emerytalnym wieku. No coz, stary jestem wiec forsa sie
liczy, bo moze ostatnia w moim zyciu.
A odpowiedzialnosc? Jesli
nic sie nie uda, to przeciez nie ja gralem w pilke tylko
zawodnicy.
Pierwsza
rzecza bylo znalezc pole do popisu a wiec zawodnikow, ktorzy po
sezonie chieliby dorobic troche kasy kopiac pilke, bezplatnie
sie doszkolic i spedzic mile czas w zagranicznych plenerach.
Natychmiast wiec poprosilem moich rozmowcow
o kontakt z co
lepszymi polskimi klubami aby rozpoczac obserwacje kandydatow do
mojego „cyrku”.No bo lepiej przeciez miec pod reka rodzime
talenty i je oszlifowac ku wlasnej chwale.
Postanowilem
oprzec moja kadre o polskich zawodnikow grajacych w roznych
europejskich klubach. Znaja juz troche lamany angielski I czasem
uda im sie strzelic bramke. Oczywiscie nie mialem zamiaru
rezygnowac z dbajacych o swoje nogi kontraktowych zawodnikow z
Realu Madryt, Liverpool’u czy Bayern’u, ktorzy za ciezkie
pieniadze robia dobre wrazenie na lawce rezerwowych, lecz nie
chcialem zbytnio narazac swojej i ich reputacji, gdyby ich
koledzy sie nie sprawdzili.
W ciagu
tygodnia bylem gotow. Sparingi pokazaly, ze polskie znane
pilkarskie twarze jeszcze nie dojrzaly technicznie do powaznych
miedzynarodowych zmagan
a zagraniczne gwiazdy niestety sa bez
formy. Okazalo sie, ze jak mowili, trema nie pozwala im sie
pokazac. Zabralem sie do ciezkiej pracy, tak ciezkiej, ze paru
kandydatow musialem odeslac do domu, ze wzgledu na zadyszke a
innych, bo „juz nog nie czuli”
a i wypic nie bylo kiedy.
Snilo mi sie, ze
efekty mojej pracy przyszly nadspodziewanie szybko. Wygrane
jakims cudem mecze eliminacyjne do mistrzostw Europy przyniosly
awans polskiego zespolu do 16-tki najlepszych a ja dostalem
chyba przez pomylke, odznaczenie od Prezydenta USA ponoc za
wklad w negocjacje z Rosja w sprawie wymiany szpiegow. Tak
naprawde to mi sie ono nalezalo ale jednak tylko dlatego, ze
jestem znakomitym trenerem i wiem co robie. No i za dar
przekonywania. Z takim darem nawet z osla mozna konia zrobic.
Ten by dopiero biegal za pilka. majac cztery nogi.
Wybrani
przeze mnie zawodnicy, stanowiacy swego rodzaju niezgrana ze
soba zbieranine ambitnych rutyniarzy w koncu uwierzyli,
sluchajac mnie i innych pochlebców lub dobrze poinformowanych,
ze Niemcy to dziady bez formy, Austriacy to II liga i ze oni sa
gwiazdami i ze wleją wszystkim równo. I trzeba ich sie bać, bo
oni maja zamiar byc mistrzami Europy. Gdy popatrzyłem we śnie na
bookmacherskie notowania 1:65 i trzecie od konca w nich miejsce
Polski jako mistrza pomyslalem, ze musze do konca blefowac za te
zarobione pieniadze a tlumaczyc sie bede potem. W koncu
wiedzialem przeciez, że z konia asa pilkarskiego sie nie
wyczaruje. Trzeba umiec czarowac ale zdrowy rozsadek jest
potrzebny aby znow dostac jakis medal I szanse na szmal.
No i
wreszcie sen przyniosl mistrzostwa. Tuz przed nimi dałem zdrowo
popalic moim wybranym, aby bylo widać ten mój wkład, ale jednak
chyba przesadziłem, bo następnych trzech kandydatów na mistrzowa
odpadlo z urazami. Za to pozostali, wg. mnie, wreszcie nabrali
nalezytej kondycji, ukrywajac tym razem przede mna naciagniete
stawy. Wynajety za 50.000 Euro psycholog utrwalal w nich
przekonanie, ze sa znakomici. Byl niezly, bo o malo nie
strzelili bramki w pierwszej minucie otwarcia, wierzac w te
zapewnienia.
Powoli sen
zaczął być smutna jawa. Moje wspaniale pomysły ustawień druzyny,
matczyna wrecz opieka nad sfrustrowanymi zawodnikami, aby sie
nie zapili z rozpaczy po nieudanych meczach, taktyczne
rozwiazania na zdobycie jakiegos gola nie daly nic. Przegraly z
brakiem zgrania druzyny, brakiem szybkosci i brakiem zdolnosci
strzeleckich. A moze z brakiem znajomosci polskiej psychiki
przeze mnie i przez fachowca psychologa. No coz ja sie do Polski
nie pchalem. Skonczylo sie na jednej bramce w trzech meczach
i
straconych trzech. Te jedyna bramke dla nas strzelil nasz polski
Brazylijczyk a dwie
z trzech przeciw nam niemiecki Polak.
Polska
druzyna pozegnala sie z turniejem bez zwyciestwa. Kibice pozbyli
sie paru setek Euro kazdy, zawodnicy premii i tylko ja jakis
szmal z tego mam. W koncu dramaty kinowe kosztuja drozej i nikt
nikogo nie gania jak splajtuja. Mowiac o szmalu mysle, ze
powinienem tez dostac extra forse za dochody z knajp w
Klagen-furcie oraz procent od biletow za transport i pokoje
hotelowe dla polskich kibicow. Powinienem tez natychmiast wrocic
tam skad przyjechalem, aby uratowac sie przed zemsta kiboli, bo
teraz dopiero sie zacznie. Obudzilem sie szybko ze strachu nie
wiedzac czy mam uciekac czy biec do toalety. Gdy wreszcie doszlo
do mnie ze bylem przez chwile „wielki”, pomyslalem sobie, ze
jednak milej byc nikim i snic o sobie w hamaku na brzegu wyspy
Tahiti, niz tlumaczyc sie we snie ze strzalow w niebo Krzynowka
czy przepychanek Lewandowskiego. Trenerem napewno byc nie warto.
Nawet zagranicznym, bo z pustego i Salomon nie naleje nawet we
snie. POLSKA GOLA.
POZDROWIENIA. WIKTOREK
Calgary, 16 Czerwiec
2008
|