Trochę o sowach, część 3

Na zakończenie poprzedniego odcinka o sowach wspomniałem o kamerze przy dziupli puszczyków w Dobrocinie. Niestety, nie będziemy mogli oglądać sezonu lęgowego u tej pary ptaków. A oto co się stało (cytat ze strony internetowej tvn-meteo)

Spotkanie zwierząt kończy się tragicznie

W lesie panuje prawo dżungli - przeżywa najsilniejszy, a kluczową rolę często odgrywa spryt. Dobrze widać to w oku kamery nadleśnictwa Dobrocin, ukrytej w dziupli puszczyka. Kiedy zasadziła się w niej kuna, ptak nie miał żadnych szans.

Kamera w nadleśnictwie Dobrocin (około 20 kilometrów na południowy-wschód od Elbląga) zarejestrowała skradającą się kunę o poranku 10 marca. Zaraz po godzinie 6.00 do dziupli, w której jeszcze dwa tygodnie temu mieszkała para puszczyków, dostała się kuna. Na ofiarę nie musiała długo czekać. Po chwili do dziupli wleciał puszczyk. Zaczajona kuna zaatakowała i pożarła sowę.

Prawdopodobnie wtorkowa zbrodnia nie była pierwszą tego typu. Leśnicy podkreślają, że dwa tygodnie temu zaginęła druga sowa. Podejrzewają, że mógł ją spotkać taki sam los. Kuna zapamiętała, gdzie trafił jej się "dobry kąsek" i zaplanowała kolejną zbrodnię na marcowy poranek.

Z dwóch sów, jakie mogliśmy podziwiać dzięki kamerce internetowej, nie została już żadna. W taki sposób zakończyła się nasza wspólna przygoda z puszczykami. Może teraz warto byłoby poznać zwyczaje łasicowatych?

Pod adresem tvn-meteo znajduje się filmik pokazujący to wydarzenie. Ostrzegam, że jest nieco drastyczny, choć na szczęście nie pokazuje szczegółów.

*           *           *

Teraz chciałbym przedstawić bardzo ważny „akcent polski” w temacie „Sowy”. Istnieje na Internecie witryna „Sowy Polski”, której tytułowa strona wygląda następująco.

Sowy-Polski

a znajduje się pod adresem SOWY POLSKI.

W lewej kolumnie tej pierwszej strony są linki do bardziej szczegółowych działów, takich jak: Systematyka, Literatura, Filmy, Dla dzieci i inne. Może warto tam „poszperać”? Trochę niżej przedstawię jeszcze filmik „Sowy Polski”.

Ale na razie jeszcze jeden akcent historyczny. Jedna z pierwszych kamer, a może w ogóle pierwsza kamera przy gniazdach sów pokazywała „Sowę Doniczkową” (po angielsku Pot Plant Owl – PPO). Nie jest to jakiś specjalny gatunek, tylko osobnik (samica) Puchacza plamistego (afrykańskiego - Bubo africanus, ang. Spotted eagle-owl) z Johannesburga w Płd. Afryce. Zaczęło się to w ten sposób: Któregoś poranka właścicielka domku po obudzeniu się podeszła do okna balkonowego, rozsunęła zasłony i... stanęła oko w oko z sową siedzącą po drugiej stronie szyby na balkonie. Sowa wcale się nie przestraszyła i od tego czasu przylatywała dość regularnie na balkon, a w końcu „zdecydowała się” osiedlić w jednej z donic na balkonie, zniosła jajka, a później wychowywała pisklęta. Był to chyba akt desperacji ze strony pary puchaczy, spowodowany utratą naturalnego dla nich otoczenia na skutek rozprzestrzeniania się zabudowy osiedla ludzkiego. Właściciele mieszkania dokumentowali działalność sowy, na blogu, potem wydali książkę, w kolejnym roku – bo sowa zaczęła co roku w sezonie lęgowym przylatywać na ten balkon – zainstalowali kamerę i umożliwili całemu światu oglądanie poczynań puchaczy. Nie każdego roku udawało się sowom wyprowadzić lęg. Dwa razy w ostatnich latach obserwatorzy z całego świata czekali na pisklęta, ale jajka okazywały się niezalężone. Z tego powodu, a także ze względu na brak czasu potrzebnego na zajmowanie się ”inwentarzem”, właściciele domku nie udostępniają już transmisji z kamer internetowych, choć czasem umieszczają informacje na blogu. W styczniu 2013 roku pokazano taki obrazek z „sowiego” balkonu:

Azizi-11jan022013

W poprzednich latach, gdy była transmisja, na forum Peregrinus.pl był również temat poświęcony Sowie Doniczkowej, w którego prowadzeniu brałem czynny udział (wśrod kilku innych osób). Zastanawiałem się, jak daje się pogodzić pielęgnacja roślin z wysiadywaniem jajek i opieką nad pisklętami w tej samej donicy. Napisałem wówczas (14 września 2012 roku) taki wierszyk:

Sowa i Roślina

Żyła sobie pewna Sowa.
Sowa była Doniczkowa.
Osiedliła się w donicy,
Na balkonie, w kamienicy.

Całkiem tam szczęśliwa była:
Swoje jajka więc złożyła,
Potem je wysiadywała,
A później pisklaki miała.

Lecz nasuwa się pytanie:
Jak to było z podlewaniem
Tej rośliny, która rosła
Tam, gdzie Sowa jajka zniosła?...

Dwa dni później otrzymałem od innej – bardzo sympatycznej – użytkowniczki forum odpowiedź, też w formie wierszyka:

Odpowiedź

W zeszłym roku tak bywało:
Pani mocno wystraszona
rozglądała się dokoła,
czy nie patrzy czasem Ona.           (PPO)
Parasolką zakrywała
małe łebki Puchaczątek,
w rączce zaś konewkę miała,
by nie został z kwiatka szczątek !
A w tym roku pewnie myśli:
jakże by to było miło,
gdyby Tę Inkubującą,
czasem zdrowo pokropiło.

Tak trochę zabawialiśmy się na forum Peregrinus.pl...

W tym roku, jak wspomniałem, transmisji nie było. Puchacze wychowały szczęśliwie dwa pisklęta, ale, niestety, już po opuszczeniu przez nie gniazda (donicy) nastąpiło nieszczęście. Młode sowy wyskakują zwykle ze swojego gniazda zanim zaczną latać więc początkowo przemieszczają się po świecie na piechotę. Rodzice je zawsze znajdują i ciągle karmią. Tym razem jeden z młodych puchaczy trafił na podwórze sąsiadów, gdzie dopadł go pies. Gdy sówkę znaleziono, miała tak poważne obrażenia, że trzeba było ją uśpić.

Na zakończenie tego cyklu ciekawostek o sowach chciałbym pokazać kilka filmów i filmików o sowach. Najpierw pewna ciekawostka. Młode sowy, które jeszcze nie nauczyły się latać, po wyskoczeniu z gnazda potrafią wdrapać się na drzewo przy użyciu tylko szponów i dzioba. Taka sytuacja pokazana jest na krótkim filmiku przedstawiającym ubiegłorocznego pisklaka (był tylko jeden) z gniazda puszczyków kreskowanych (gniazdo #4 z pierwszego odcinka cyklu).

A teraz kilka dłuższych filmów o sowach (w sumie około 4 godzin oglądania).

Obiecany wcześniej film „Sowy Polski”, oczywiście z polską narracją.

Magia Sowy Śnieżnej

Sowy: Bezszelestni Myśliwi

 

Puchacz Zwyczajny: Władca Nocy

Prywatne Życie Płomykówek

I jeszcze uwaga praktyczna. Prawdopodobnie nie spotkamy się nigdy z sową tak blisko, żeby można było jej dotknąć. Ale gdyby do takiej sytuacji doszło, to należy pamiętać, że młode, jeszcze nielatające, sowy mogą być całkiem bezpieczne na ziemi, jeśli tylko są drzewa w pobliżu. Co najwyżej można delikatnie taką sówkę zagonić w pobliże drzewa, a dalej niech sama sobie radzi. Jeżeli jednak spotkamy sowę (lub innego ptaka drapieżnego), który z powodu odniesionych obrażeń nie może latać, możemy mu pomóc, zawiadamiając odpowiedni Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt. Jeśli trzeba taką żywą sowę dostarczyć do ośrodka, lub też kliniki weterynaryjnej, należy bardzo uważać, aby samemu nie odnieść obrażeń. Ptak instynktownie będzie się bronił. I w takim przypadku należy zwracać uwagę na szpony. Dziobanie może być nieco bolesne, ale nie jest groźne. Natomiast „dziabnięcie“ szponami może być bardzo niebezpieczne. Puchacz wirginijski, na przykład, ma niezwykle silne nogi i szpony – siła ściskająca jego pazurów jest większa, niż siła ściskająca ręki człowieka. Dlatego też należy sowę łapać za nogi powyżej stopy; nie zrobi się jej wtedy krzywdy ale uniemożliwi się jej skuteczny atak.