Jeszcze o ewolucji ptaków

Na wstępie kilka uwag odnoszących się do wspominanego w kilku miejscach artykułu p. Mirosława Ruckiego “Spójrzcie na ptaki niebieskie”. Artykuł ten, niestety, nie jest dostępny na internecie, ale miałem okazję przeczytać go, gdyż był opublikowany w czasopiśmie “Miłujcie się”, Nr 3 / 2014.

Trudno p. Ruckiemu uwierzyć w stopniowe przekształcanie organizmów? A nie trudniej – przypadkiem – uwierzyć w jakieś wywijanie czarodziejską różdżką (choćby alegoryczne) i stworzenie natychmiast czegoś bardzo wyrafinowanego?

Przekształcanie Rolls Royce’a w Boeinga 777 jest, sądzę, wyjątkowo niefortunnym przykładem płytkiej demagogii. Bowiem obydwa te urządzenia techniczne reprezentują wysoki stopień specjalizacji i wyrafinowania. Gdybyśmy prześledzili historię rozwoju samochodu i samolotu to wówczas widać analogię z procesem ewolucyjnym. Pierwszy samolot braci Wright zaledwie był w stanie oderwać się na chwilę od ziemi i składał się z elementów, z których niektóre mogły właśnie mieć zastosowanie w ówczesnych, równie prymitywnych samochodach (silnik, koła, itp). Do Boeinga 777 doszliśmy właśnie drogą “ewolucji”, ulepszając konstrukcje lotnicze przez wiele dziesięcioleci. Obecnie nikt chyba nie spodziewa się, ze – powiedzmy – krokodyl przemieni się w orła przedniego. Oba te gatunki znalazły sobie swoje “nisze ekologiczne” i są do nich nieźle dostosowane. Radykalne zmiany następują na ogół wówczas, gdy pojawia się “ciśnienie środowiskowe” zmuszające organizmy albo do przystosowania się albo wyginięcia.

Nauka powinna wyjaśniać zjawiska i robi to dość dobrze, aczkolwiek jeszcze dużo pozostało nam do poznania. Natomiast powoływanie się na wiarę niczego nie wyjaśnia. Dotychczasowe doświadczenia, z którymi mamy do czynienia przez stulecia a nawet przez millenia wykazują, że gdy występował konflikt między naukową wiedzą a wiarą, wiedza zawsze “wypływała na wierzch” a religijne dogmaty musiały być porzucone. Zanim to jednak nastąpiło, kilka osob spłonęło na stosach lub było w inny sposob prześladowanych przez instytucje kościelne. Choćby na podstawie takich doświadczeń można przyjąć, że również przypadek ewolucji ptaków ostatecznie przestanie być kontrowersyjny. Zresztą nawet obecnie oficjalne orzeczenia Kościoła nie wydzielają ptaków jako “szczególnego przypadku”, do którego teoria ewolucji nie miałaby zastosowania.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat papieże Kościoła katolickiego coraz bardziej skłaniają się do zaakceptowania teorii ewolucji, aczkolwiek odnosi się wrażenie, że robią to niechętnie, tylko pod naciskiem przytłaczających dowodów. Zezwalają jednak wiernym na indywidualną interpretację podejścia kreacjonistycznego. Jedynym zdecydowanym zastrzeżeniem Kościoła jest stwierdzenie, że świadomość człowieka nie może być rozważana jako twór pochodzenia materialistycznego. Tylko w takim razie, uwzględniając fakt że praprzodkowie człowieka żyli na Ziemi od kilku milionów lat, kedy – w ciągu tego okresu – uzyskali oni świadomość? Więcej informacji na temat oficjalnych opinii Kościoła o ewolucji można znaleźć w Wikipedii (Catholic Church and evolution).

Ale pozostawmy z boku ewolucję człowieka i powróćmy do ewolucji ptaków, a właściwie latających stworzeń.

Najpierw jeszcze drobny akcent ogólno-biologiczny. Na Uniwersytecie Notre Dame w stanie Indiana w USA, w budynku o nazwie Jordan Hall of Science, znajduje się mozaika podłogowa, której centralny medalion zawiera cytat wybitnego genetyka i biologa amerykańskiego (pochodzenia rosyjskiego, jeszcze przed-rewolucyjnego), Theodosiusa Dobzhanskyego (1900 – 1975). Tekst tej sentencji można przetłumaczyć następująco: „W biologii nic nie ma sensu bez uwzględnienia ewolucji.”

A oto ten fragment mozaiki.

AA-Dobzhansky Evolution Notre Dame

Niedawno ukazał się film dokumentalny, którego twórcą i narratorem jest wybitny popularyzator wiedzy przyrodniczej, Sir David Attenborough. Ten 70-minutowy film przedstawia przemiany ewolucyjne latających stworzeń, na podstawie istniejących wykopalisk. Film wykorzystuje, ostatnio bardzo popularne, komputerowo generowane animacje, ale pokazuje też rzeczywiste skamieliny i miejsca, gdzie były one znajdowane.

Film ma, niestety, raczej cichy głos. Ale za to automatycznie włączone są napisy przedstawiające narrację, w języku angielskim (można je wyłączyć). Istnieje także możliwość zmiany języka napisów na inny, w tym na polski. Tłumaczenie komputerowe nie jest idealne, ale sens można zrozumieć...

A oto film: „Flying Monsters with David Attenborough”.