KPP – Oddział w Calgary PROWOKATOR I OSZUST

Re:  KPP – Sekcja w Calgary ZDEMASKOWANIE PROWOKATORA Z CALGARY

 

Droga Polonio w Calgary,

Zdemaskowaliśmy już rozrabiającego u nas prowokatora (vide artykuł “Zdemaskowanie prowokatora w Calgary”), okazało się, że w jego przypadku jest jeszcze coś więcej do zdemaskowania. I my to też potrafimy zrobić!

Zapewne niektórym z Was prowokator chwalił się, jakie to on ma powodzenie u kobiet. Ot, jeszcze jeden przykład jego megalomani. A dowodem tego miałoby być poniższe zdjęcie, zrobione podczas jego ostatniego pobytu w Polsce :

Jest on tu – jak tłumaczył – w trakcie składania miłosnego oświadczenia pod adresem tej pięknej młodej dziewczyny, jakoby jego adoratorki.

He, he, dla której on mógłby być dziadkem. Tylko na co on tu liczy? Ta jego piegowata facjata, krzywy nos i prawie już łysy ... Dziewczę wydaje się tu być zaskoczone zaistniałą sytuacją, nie patrzy nawet na prowokatora (bo i też miałaby na co patrzeć ...), patrzy wprost przed siebie, i jakby nas pytała: Co ja mam zrobić z tym natrętem?

Jakiż tu mamy kontrast – Beauty and Beast!

Natychmiast nasuwa się skojarzenie: w Apokalipsie św. Jana też jest Bestia.

A teraz cofnijmy się w czasie kilkanaście lat wstecz a w przestrzeni przenieśmy się na stoki olimpijskiej góry Nakiska. Zorganizowano tam zawody narciarskie dla calgaryjskiej Polonii w   w slalomie gigancie. Prowokator brał w nich udział i nawet zajął zaszczytne drugie miejsce... drugie od końca, jakby się ktoś pytał. I w ogóle przejechał trasę slalomu jak na kwadratowych kołach. Niemniej jednak otrzymał wyróżnienie jako najstarszy uczestnik zawodów, ale w czasie uroczystości wręczania nagród nie chciał podać swojego wieku, bo – jak twierdził – nie poderwałby już żadnej naszej narciarki na młodzieżowej dyskotece. Sic!

No tak, jemu marzyło się podrywanie naszych młodych i sprawnych narciarek! To już zupełna paranoja, bo gdzie mu tam do ich sprawności; zaobserwowano go, jak z wielkim wysiłkiem jedzie na rowerze w górę lekko tylko nachylonego Centre Street Bridge. A potem już tylko pcha rower na drodze podjazdowej do Rotary Park, ha, ha!, przykład jego sprawności fizycznej. Przecież na dyskotece on z miejsca by spuchł przy tańczeniu, ot, choćby tylko charlestona. A co by z nim było, gdyby tam zagrano góralskie tańce?

Ale kochani Parafianie i Calgarianie: To powyższe zdjęcie jest jest jedną wielką mistyfikacją, jest jednym wielkim oszustwem! Nasze Służby Specjalne miały na niego czujne oko w Polsce i nakryły go w trakcie produkowania tego zdjęcia, czego dokument tu przedstawiamy,

Patrz Polonio !

Dla informacji podajemy, że prowokator – nie wiedząc, że jest przez nas śledzony – dokonał tej mistyfikacji, tego fałszerstwa, przed dużym billboardem na przystanku autobusowym przy Rondzie Grunwaldzkim w Krakowie. Tak więc obecnie można powiedzieć, że mamy tu i prowokatora i oszusta! Nie dajcie się mu więcej nabierać.

Jeden z Czytelników tak napisał o nim przy innej okazji: “On w ten właśnie sposób chce być jeszcze bardziej popularny niż jest [...] Podobno dobry żart, tynfa wart”.

Teraz widać, ile warte są te jego różne prezentacje w naszym Centrum Kultury. Zapewne po ostatniej nauczce nie zobaczymy go już więcej na sali parafialnej, Deo gratias, bo kiedy tam ludzie z nabożeństwem wysłuchiwali pobożnych i narodowo-patriotycznych przemówień zaproszonych gości – on nie mógł sobie odmawiać przyjemności pokazania, że widzi te rzeczy inaczej -  zawsze mu się coś nie podobało. Od lat też już nie pokazuje się w naszym kościele (ostatnio jednak zauważono go na Pasterce i na Rezurekcji), może kiedyś tam wróci jak ten syn marnotrawny, ale niech nie oczekuje, że będzie u nas radość z tego powodu. On zadaje tyle prowokacyjnych pytań pod adresem naszej wiary, że już lepiej by było, gdyby założył sobie swój własny kościół i nawet przy okazji odpisał sobie coś od podatku.

 Rację miał też jeden z naszych kolegów, p. M.A., kiedy w swoim czasie zakwestionował autentyczność cyklu reportaży prowokatora pt. “Peruwiańskie wędrówki”; twierdził, że prowokator tam nigdy nie był, że wszystko pościągał z Internetu. (I zapewne to samo dotyczy jego “Podróży po Ekwadorze”). On to jak Karol May, który nigdy nie był na Dzikim Zachodzie, ale pisał o nim opowiadania. Wtedy nie byliśmy całkiem tego pewni, obecnie jest inaczej; my dowodów nie mamy, ale wiemy, że go tam nie było. Ludzie podróżują i tym się nie chwalą, robią sobie zdjęcia i trzymają je dla siebie w rodzinnym albumie, a on musi się chwalić swoimi podróżami, musi urządzać odczyty i pokazywać swoje zdjęcia, żeby wykazać się, jaki to on jest światowiec.

Tak więc Drodzy Rodacy: Uważajcie teraz na jego następne oszustwa, bo chodzą po Calgary słuchy, że ten prowokator i oszust w jednej osobie znów zamierza coś zorganizować w Polsko-Kanadyjskim Centrum Kultury i może to być pod jakąś niby pobożną przykrywką. Tak dla zmylenia przeciwnika.

A może tak należałoby – w świetle tego wszystkiego – dokonać egzorcyzmów Domu Polskiego? I tego samego zabiegu należałoby dokonać na tym prowokatorze i oszuście, żeby wreszcie na naszej polonijnej niwie nastąpiły tak bardzo nam potrzebne ...

PAX et GAUDIUM

Pax – aby prowokator i oszust nie rozrabiał tu więcej, jak ten brzęczący bąk; Gaudium – że już teraz wiemy, kim on jest naprawdę. Ale czujność jest dalej wskazana.