Marek Lef

Miałem wujka w Wermachcie

Tych co wiedzą wszystko, tych co znają historię naszą jako pasmo nieustającej martyrologii, albo też pasmo jedynie słusznych powstań – wysyłam na śmietnik – na „śmietnik historii”. Umowny jest ten „śmietnik” czyli poza nawiasem wszelkiej dyskusji, bo dyskutować można i pięknie się różnić, ale fakty są jakie są i nie muszą być ani wygodne, ani przyjemne.

Każdy naród i każde państwo hołubi swoją chwałę i niezwykłe dokonania. Mój wspaniały przodek (bo każdy niemal ma wspaniałego ojca) zawsze twierdził, że największym fałszerzem historii jest Imperium Brytyjskie,

Czytaj więcej...

Dlaczego mi tak tu dobrze sam nie wiem

Z czego żyć ...W pierwszych słowach mego listu – tak pisał żołnierz służby zasadniczej do rodziców – ja dziś uprzejmie informuję, że bez względu kto mnie wpuszcza w „swoje maliny” czyli na „Ploty” w zupełnie mi nieznanym mieście Calgary – musi się liczyć z tym i Ty Piękna Pani, gospodynią tu będąc, że piszę to co myślę i jak zwykle „w rozpędzie”..

Piszę emocjonalnie i czasem z uśmiechem. Żadnych udziwnień,

Czytaj więcej...

Gorące dni sierpniowe

Gorące dni sierpniowe
Uff jak gorąco, jak w wierszu Tuwima "Lokomotywa", tylko nie wiadomo gdzie lepiej - na mojej ulicy ma być dziś 34 stopnie Celsjusza,a ja i tak mam w jednym pokoju 28,3 stopnia (od południa), za to kuchnia (od północy) ma tylko 26. Mury się nagrzały i oddają ciepło,a szkoda, że nie z odpowiednim opóźnieniem. Termometry też mogą wariować, ale póki co... "prysznic i tyż nic".

Czytaj więcej...

Felieton z Polski 1

Moje związki z Calgary są ciepłe i bliskie, choć z krótkimi rękawami.
Oczywiście nigdy nie byłem w Kanadzie, co nie przeszkadza mi żywić sporo sentymentu do tego kraju i miasta. Otwieram szafę przy codziennych poszukiwaniach czystej bielizny i zawsze trafiam na tą samą grantową bawełnianą koszulkę z wypłowiałym już od wielu prań napisem CALGARY - CANADA. No i jak tu nie mówić o ciepłych i bliskich stosunkach, bo czyż koszula ciału nie najbliższa - jak mówi stare przysłowie. Ten kanadyjski prezent przeżył już kilkadziesiąt lat i jest nie do zdarcia.

Czytaj więcej...

Warszawski lipiec

Kocham ten miesiąc szczególnie i od lat stwierdzam nieodmiennie, że najlepiej lipiec spędzać w mieście stołecznym – Warszawie. Po pierwsze primo – jak mawiali starożytni Rzymianie, to lipiec niemal „od zawsze” jest tradycyjnie miesiącem wakacji.
Bez względu na to czy upały czy deszcz, czy niż przejściowy, albo inne pogodowe niespodzianki – Warszawa pustoszeje w lipcu. Kocham ten miesiąc, pozostając na miejscu z wielu powodów. Ruch w mieście zdecydowanie mniejszy, a w okolicach weekendu - nagle miasto pustoszeje. Jestem okropny facet, dlatego śpię osobno (cokolwiek by to miało znaczyć). Po prostu wstaję i cieszę się z poranka, mimo, że inni dopiero zapadają w prawdziwie głęboki sen.

Czytaj więcej...