Zamilkłem bo wstyd pisać…

Zamilkłem bo wstyd pisać…

Drodzy moi przyjaciele zamilkłem na czas jakiś i nie dziwota. Bo jak komu źle albo „w brew” to się nie skarży tylko „szable w dłoń”, albo cierpliwie stara się wydeptać i załatwić sprawy, które go żrą i bolą. Zawsze byłem optymistą i z każdego kłopotu potrafiłem wybrnąć z humorem, nawet wroga czy raczej przeciwnika rozbawiając. Ten optymizm rymem bliżej jest dziś zwykłemu idiotyzmowi zdarzeń, któremu człowiek się poddaje jak ciele prowadzone na ubój.Już bez dalszych wstępów stwierdzam na własnym przykładzie, że służba zdrowia w moim kraju jest totalnie do dupy. Amen.

Dopiero po odbyciu modłów wszelkich można już nieco wyciszonym przejść do rzeczy, albo licytacji nieco rozpaczliwej:

1.   W Polsce zlikwidowano teoretycznie kolejki do lekarzy, ale nie do wszystkich. Teoretycznie nie ma kolejek do lekarzy specjalistów, ale.. można się zapisać do np. diabetologa, chirurga, ortodonty, psychoterapeuty, laryngologa, neurologa itd. Tylko i wyłącznie posiadając skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu.

 

2.   Aby uzyskać wizytę w normalnej warszawskiej przychodni czyli u lekarza pierwszego kontaktu, trzeba stanąć pod przychodnią w kolejce. Najczęściej od 6 rano, o 7 otwierają i można się załapać o ile nie został już wyczerpany limit numerków do danego lekarza. W mojej przychodni można się zapisać do konkretnego lekarza, ale czas oczekiwania to minimum 30 dni.

 

3.   Dopiero po wizycie u lekarza pierwszego kontaktu uzyskujemy prawo do wizyty u specjalisty. Oczywiście na podstawie imiennego skierowania.

 

4.   Mając to imienne skierowanie (od lekarza pierwszego kontaktu do lekarza specjalisty) rejestrujemy się  w jednej z przychodni dzielnicowych czy przyszpitalnych.

 

5.   Czas oczekiwania na wizytę u specjalisty w mieście stołecznym Warszawie wynosi od 89 do 150 dni.

 

Warto opisać też wizytę u lekarza pierwszego kontaktu. Nazwa sama byłaby niezwykle sympatyczna o ile kontakt sprowadzał by się do .. no powiedzmy wymiany poglądów na każdym poziomie i z każdą płcią. Dla uproszczenia dodam, ze wizyta u lekarza pierwszego kontaktu sprowadza się do tzw. wywiadu. On/Ona pyta my odpowiadamy. I co się okazuje – nikt nas nie bada. Oni po prostu mając jakieś tam wytyczne nie mają na to czasu. Byłem na kilkudziesięciu wizytach i nikt nie kazał mi zdjąć koszulki dla osłuchania, nigdy nikt nie poniżył się do zmierzenia mi ciśnienia. (oczywiście poza 2 wyjątkami w okresie 5-lat). Lekarzy, którzy mnie badali dokładnie (choćby tylko słuchawką)  mogę poznać na ulicy i wymienić z imienia i nazwiska. Tyko po co… Każdy chce być mądry, piękny, bogaty i młody. Lecząc się w zwykłej podstawowej przychodni mamy szansę, że żaden lekarz nie zapisze nam w naszej karcie co nam po prostu jest, bo nie tylko, że nie ma na to czasu, ale on po prostu tego nie wie. Nawet zlecając nam badania krwi, moczu i zawartości różnych organów. 

Można powiedzieć, że lecząc się sami osiągamy pewne rezultaty, bo po latach wiemy, jaki lek dał nam uczulenie, a inny był w kontrreakcji z jeszcze innym. Lekarzu lecz się sam jak można powiedzieć w odniesieniu do pacjenta???? Przepisuje mi się leki na nadciśnienie.  Biorę już cztery – bo jeden i drugi i trzeci jest od czegoś innego. Jeden blokuje drugi zapewnia, a po tym wszystkim biorę następne cztery leki na cukrzycę, bo jeden blokuje, drugi zapewnia i jeszcze biorę dwie tabletki na to co nie pamiętam.. czyli nawet jak mam świetne wyniki dot. cholesterolu, to nadal mam na recepcie żeby brać..

Trzeba być naprawdę zdrowym, żeby kochać się leczyć tak „po ciemaku”, bo dopiero po latach łykania zbędnej chemii okaże się na co naprawdę jesteśmy chorzy. Po jednym leku okropnie puchły mi nogi, oczywiście sam doszedłem do tego.. Oczywiście lekarz pierwszego kontaktu też doszedł do tego po drugiej butelce własnoręcznie wręczonej. Teraz z cukrzycą na plecach i ewentualnym nadciśnieniem, które leczę od lat.. znów dostałem lek pewnie miły albo eksperymentalny, bo mam rany na nogach. Oczywiście lekarz pierwszego kontaktu wystany za numerkiem od 6 rano stwierdził, że tabletki pewne złagodzą mój ból, pieczenie i rany. Jebał Cię pies drogi przyjacielu skoro nawet za łapówką cierpię i dzięki internetowi wiem co mam na nogach, przedramionach i lędźwiach bo to po prostu po 3 miesiącach są jaja z medycyny, którą się odczytuje na własnym smartfonie. Co na co i co po chwili. AMEN. Mam 9 tabletek różnych, które mam brać rano, w południe i wieczorem. Nikt nie powiedział, jaki skład mają i czy to mnie nie walnie jakoś…

Konkluzja jaka być może? Masz kasę czyli pieniędzy furę, zapisz się do przychodni albo prywatnej lecznicy. Tam Ci sami doktorzy ładniej utytułowani, przyjmą cię niemal za darmo bo od 80 do 250 zł za wizytę. Zlecą Ci badania, zalecą opiekę nawet we własnym szpitalu (oczywiście za sowitą opłatą). Czasem się okazać może, że ten szpital jakby państwowy, ale na zabiega trzeba czekać 2-5 lat. Jebał to piessss. Teraz już wiesz matole i mój kochany przyjacielu, dlaczego kocham ten kraj nieco wybiórczo.  I dlaczego dobijając 70-tki myślę z sympatią o emigracji. To samo pisałem w 1999 roku na pierwszym forum internetowym.. Mimo wszystko było wtedy łatwiej…

Ta nasza cholerna „służba zdrowia” nikogo już nie bada, słucha opowieści pacjenta i na tej podstawie i na jego życzenie wypisuje leki. Jak masz znajomego to tańsze jak nie, to te lepsze za które poleci na Hawaje. Ta nasza służba zdrowia to jak chore „państwo” płacisz np. podatki i nic z tego nie masz, bo ja płacę składkę zdrowotną jako emeryt i jako przedsiębiorca bez dochodu. Amen. Jebał Was pies choć tu psu ubliżam niech mi wybaczy.

Na zakończenie - proszę mi pokazać jakąkolwiek lecznicę prywatną, która wystawia faktury albo rachunki albo choćby pasek z kasy fiskalnej. Ortodonci mają się dobrze, reszta też i jeszcze płaczą że to Oni ratują nasze zdrowie. Nie już nie dam rady dłużej… Jestem zdrów jak ryba tylko mam dziwne objawy.. coś jednak mnie uchroniło przed uczestnictwem w Sejmie. Tam objawy są nazbyt widoczne. No i niestety musze dodać, że wszelkie komisje śledcze nie piją tego samego co ja. Ja mgłę widzę czasem i spadające samoloty, ale albo jest to Nowa Zelandia, albo dawniej trójkąt Bermudzki. Tu mi tylko szczęka opada i to z niechęcią. Zatruty jestem wiadomo.. Za dużo pomocy w lekach refundowanych.