Radykalne rozwiązanie problemu uchodźców

... a raczej “nielegalnych imigrantów” zaproponował prof. Bogusław Wolniewicz, publicysta, profesor filozofii i logiki. Wysłuchajmy go.  Szanownym Czytelnikom sugeruję jednak wysłuchanie tylko początkowej części wykładu, dotyczącej właśnie tych imigrantów. A pozostałą część, już na inne tematy, można wysłuchać raczej przy innej okazji.

Czegoż tu nie usłyszyliśmy ... A więc zatapiać ich! Bo gdzie tam ktoś z nich obawia się jakiś prześladowań? Jakież to proste rozwiązanie największego po II Wojnie Światowej problemu uchodźców, pardon, “nielegalnych imigrantów”. Nie należy się tu dać nabrać propagandzie pewnych mediów informacyjnych na świecie (ciekawe dla kogo one pracują i kto za nimi stoi ...), że jakoby chodziło tu głównie o uciekinierów od wojen religijnych i plemiennych na Bliskim Wschodzie, o uciekinierów od talibów w Afganistanie, czy uciekinierów od ISIS – Islamic State of Irak and Syria – na zajętych przez nich terytoriach Iraku i Syrii. Tak, nie dajmy się tu nabrać. I prof. W. wykazał się też niemałą odwagą cywilną – dobitnie skrytykował papieża Franciszka za podziękowanie ludności włoskiej wyspy Lampedusa za przyjmowanie nielgalnych imigrantów i udzielanie im pomocy materialnej. No pewnie, bo przecież takich należy po prostu zatapiać!

(Prof. Wolniewicz, niegdyś sztandarowa postać Radia Maryja, obecnie jest jest jednak tam podpadnięty,  bo jakoby jedna z jego wypowiedzi – wg. Rady Etyki  Mediów tego radia - miała zawierać antysemickie poglądy i naruszyła podstawowe normy etyczne oraz obowiązujące w Polsce prawo. Doniesienie do prokuratury złożyło stowarzyszenie OR, jako powód podając nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych. - “Biada ludom, co swoje mordują proroki” – można powiedzieć parafrazując naszego wieszcza. Ale żeby tak i Radio Maryja ...)

 Rozważmy jednak bliżej jego propozycję: Samoloty bombardujące statki i łodzie z nielegalnymi imigrantami byłyby natychmiast zidentyfikowane i wtedy kraje uczestniczące w tej akcji stałyby się celem ataków terrorystycznych różnych ugrupowań muzułmańskich  ekstremistów. A tego należy uniknąć, a więc Wielce Szanowny Panie Profesorze, lepsze byłoby tu torpedowanie tych obiektów z łodzi podwodnych. A małe barki czy pontony z uchodźcami możnaby po prostu taranować –  jakże to łatwy do zwalczenia cel, po prostu łup w niego rozpędem!

 

Założywszy, że pomysł prof. W. zostanie przyjęty, Polsce, jako ojczyźnie projektodawcy,  przypadnie wtedy zaszczytna historyczna zasługa – renovato antemures christianitatum, które uratuje Europę przed zalewem islamu.

A stać nas na to. Kilka dni temu miała miejsce w Warszawie całkiem pokaźna demonstracja przeciwników przyjmowania emigrantów. Musieli mieć bardzo pobożną motywację, bo z wyraźną sympatią poinformowała o tej demonstracji TV Trwam. I można być pewnym, widząc twarze demonstrantów, np. tych z Obozu Narodowo-Radykalnego, że gotowi są oni na obronę mieczem i krzyżem chrześcijaństwa w naszym kraju, gotowi są podtrzymywać tradycje rycerzy spod kresowych stanic.

 

W tym kontekscie, gdyby ten pomysł został przyjęty, bezprzedmiotowa byłaby już propozycja premier Ewy Kopacz do Unii Europejskiej – przyjmiemy dokładnie tyle imigrantów na ile nas stać i ani jednego więcej, ani jednego mniej. Należy wyrazić jej uznanie za takie wręcz ściśle matematyczne podejście do problemu, tak dokładnie określona liczba.A może jej chodzi tylko o “cyfrę” uchodźców? Na to ostatecznie możnaby się zgodzić, pod warunkiem, że byliby to chrześcijanie, bo oni pochodzą z kolebki chrześcijaństwa, byli tam na sześć wieków wcześniej przed wyznawcami Mahometa a teraz od kilkudziesięciu już lat są w różnym stopniu prześladowani w wielu krajach muzułmańskich. I należy się też p. E.K. uznanie, że odważyła się przeciwstawić tym biurokratom, żydo-masonom w Brukseli (w tym i Tuskowi, przewodniczącemu Rady Europejskiej, który tak chwali Niemcy za ich postawę względem nielegalnych imigrantów; nic dziwnego, że prawdziwi Polacy-patrioci w 2014 r. skandowali w czasie zorganizowanego przez PiS pochodu na 3 Maja: w Krakowie“ Tusk do Berlina! Czeka rodzina!”), kiedy chcieli nam narzucić obowiązkową kwotę przyjęcia nielegalnych imigrantów, niby to w ramach solidarności europejskiej. Pamiętać jednak należy, że p. E.K. ma teraz na myśli październikowe wybory do Sejmu i takim posunięciem chce uratować swoją wątpliwą reputację. Jest jednak pewne, że nic z tego nie wyjdzie, w tych wyborach czeka ją spektakularna wywrotka.

I nie dajmy się też zwieść Niemcom, którzy w tym roku przyjęli już ok. 800 tys. imigrantów i mają zamiar podciągnąć tę liczbę do miliona. Nie dajmy się nabrać na tanie sentymenty, kiedy pokazuje się nam w TV jak serdecznie przyjmowani są tam nielegalni emigranci. No bo przecież Niemcy mają zamulowane sumienia po ostatniej wojnie i w ten sposób chcą niby dokonać zadośćuczynienia dla ludzkości i zmylić świat.

                                   


A że te Szwedy podobnie serdecznie przyjmują nielegalnych imigrantów? Oni teraz zapewne sobie przypomnieli, jakiego strasznego spustoszenia dokonali w Polsce w czasach potopu, więc w ten sposób pragną uspokoić swoje sumienia. 

W tej sytuacji dziwić może postawa naszego Kościoła. Oto Komunikat Prezydium Konferencji Episkopatu Polski ws. Uchodźców z dnia  8 września 2015 r:

  1. Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie (Mt 25,35). Tymi słowami Jezus Chrystus wzywa każdego z nas - szczególnie w obecnym czasie, gdy tak wielu uchodźców przeżywa dramat wojen i niebezpieczeństwa utraty życia - do przyjścia im z pomocą, do chrześcijańskiej gościny
  1. Przede wszystkim prosimy o modlitwę w intencji pokoju na świecie oraz w intencjach uchodźców, którzy opuścili swoją ojczyznę, aby uchronić własne życie i życie swoich dzieci. Pamiętajmy przed Bogiem także o tych, którzy opiekują się osobami zmuszonymi do przesiedlenia się.  [...]

I dalej czytamy: “Kościół katolicki w Polsce - w sposób szczególny w Roku Miłosierdzia wezwany do świadczenia pomocy innym ludziom - z całą pewnością zrobi dla uchodźców wszystko, co w jego mocy, aby ulżyć ich dramatycznej sytuacji. Nie zapominamy bowiem o tym, że my sami byliśmy uchodźcami i gośćmi w obcych krajach i ostatecznie jesteśmy tylko "gośćmi" na tej ziemi (Ps 39,13; 119,19)”.

Hmm, to byłoby nawet bardzo ładne, gdyby chodziło tu np. o naszych gastarbeiterów w Niemczech czy imigrantów poszukujących lepiej płatnej pracy w Anglii, jest ich zagranicą w sumie blisko dwa miliony. Ale tu nasz Kościół ujmuje się za tymi brodatymi pohańcami i bisurmanami, albo tymi czarnuchami i asfaltami, którym pracować się nie chce, wolą żyć w Europie na zasiłkach socjalnych, pokrywanych z kieszeni podatników.

 TV Trwam pokazując takowych w dziennikach informacyjnych, zwraca uwagę, że są to ludzie w przeważającej części całkiem zamożni. Czy tacy są nam potrzebni?

 

No tak, ale niektóre media wybiórczo pokazują i mówią o jakoby biednych i zmęczonych “uchodźcach” od różnych wojen na Bliskim Wschodzie.

Wydaje się, że biskupi nasi nie zdają sobie sprawy, że występują przeciw woli naszego narodu; ankiety opinii publicznej wykazują, że ok. 60% naszych rodaków jest przeciwnych dalszemu przyjmowaniu nielegalnych imigrantów (ta liczba może się jednak wahać w zależności od zmian ciśnienia atmosferycznego i siły wiatru).

Dlaczego więc nasi biskupi tak postępują?

Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w apelu papieża Franciszka z dnia 6 września br.: “W obliczu tragedii dziesiątek tysięcy uchodźców, którzy uciekają przed śmiercią z powodu wojny i głodu i znajdują się w marszu ku nadziei na życie, Ewangelia wzywa nas, byśmy byli bliźnimi najmniejszych i opuszczonych, byśmy dali im konkretną nadzieję, a nie mówili tylko: Odwagi, cierpliwości!  Nadzieja jest waleczna, z wytrwałością tego, kto zmierza do pewnego celu”.   – powiedział papież.

“To konkretny gest w ramach przygotowań do Roku Świętego” - dalej wyjaśnił papież nawiązując do Roku Miłosierdzia rozpoczynającego się 8 grudnia. I dodał jeszcze: “Niech każda parafia, każda wspólnota zakonna, każdy klasztor, każde sanktuarium w Europie udzieli gościny jednej rodzinie poczynając od mojej diecezji rzymskiej [...] Zwracam się do moich braci biskupów Europy, ażeby w swoich diecezjach wspierali ten mój apel, przypominając, że miłosierdzie jest drugim imieniem miłości”. 

Hmm, co by to było, gdyby tak wszystkie parafie w Europie usłuchały tego apelu? Co by to było szczególnie w Polsce, gdzie mamy bodajże ponad 10 tys. parafii? W tym przypadku, Santo Padre Francesco, nasze votum separatum! I miejmy nadzieję, że nasze parafie też tu okażą votum separatum, sic.

Należy jeszcze wspomnieć, że od pewnego czasu pobożni ludzie na świecie widzą jako dziwne (rzecz ujmując delikatnie ...) pewne poczynania Franciszka, niektórzy też różnie o nim mówią. Ale to już jest osobny temat.